Przepadłam z kretesem!

Wydawało się, że początkowe zauroczenie przejdzie mi z czasem. Jednak teraz, z całą pewnością i stanowczością mogę powiedzieć, że to miłość. Dozgonna :)

Zakochałam się w ceramice. W lepieniu z grudki gliny, podglądaniu jak to co ulepiłam powoli schnie i zmienia barwę, uwielbiam dreszczyk emocji towarzyszący oczekiwaniu na otwarcie pieca po wypale. Szkliwienie to sama przyjemność, choć dłuży się niemiłosiernie czas do podniesienia klapy, by ujrzeć niespodziankę po wypale w temperaturze ponad 1000 stopni.

Oczywiście nie zawsze jest kolorowo, paranie się ceramiką wymaga cierpliwości i przyszykowania się na niekoniecznie chciane zwroty akcji - a to popęka coś już na etapie suszenia, a to przy wypale biskwitowym, a to szkliwo zeszkli się zupełnie inaczej niż by się chciało. Ale czy to właśnie ta nie-do-końca-przewidywalność nie jest czasem najbardziej pociągającym elementem całej tej pasjonującej przygody?

Jest jeszcze koło garncarskie, uczące... pokory. Przede mną długa droga jeszcze, ale myślę, że to właśnie ta droga, której do tej pory szukałam.

.
Ostatni wypał. Czas zabrać się za szkliwienie :)
.
biskwit1
.
biskwit2

Komentarze:

Dodaj swój komentarz!